Wydobycie cennego kolagenu

Kolana mnie nadal bolą. Muszę USG robić, ale ortopeda już wstępnie mówił, że najprawdopodobniej jest to zaniknięcie chrząstki i że będziemy to leczyć zastrzykami.
Nienawidzę zastrzyki. Boję się i płaczę jak małe dziecko.
Ale już wiem, że kapusta tu nie będzie zadziałać i trzeba się inaczej ratować.
Szukam rady u wujka Googl’a, a on mi mówi, że galareta pomaga. Więc poszłam wczoraj do sklepu do centrum. Wyciągnęłam z lodówki taki mały, okrągły pojemnik galarety z kurczakiem. Pani obok patrzyła na mnie z pogardą, jak ja mogę sztuczną galaretę kupić a nie mieć własnej roboty.
Wyrzuty sumienia się budziły, tym bardziej, że Pani w sklepie nie przestała mi zaglądnąć do mojego koszyczka.
Dobra!
Uginam się pod presją wzroku Pani i dzwonię do Cioci aby się pytać, co tu trzeba do zrobienia galarety.
– „Kopyta”, mi mówi.
Pisząc te słowa to dostaję nawet gęsi skóry.

Więc poszłam dziś do naszej masarni. Pani za ladą, zawsze uśmiechnięta, pyta, co ja dziś chcę.
– „Potrzebuję te nogi” i wskazuję palcem na św ińskie kopyta w szklanej misce.
„Mam problemy ze stawami i chcę robić galaretę, ale nigdy jeszcze nie robiłam”.
Pani się uśmiechnęła i wyciągnęła ‘ładną nóżkę’ jak ona twierdziła.
Nie wiem co w tym ładnego.
– Pani chce tylko jedną? To nie za mało?
– Ale potrzebuję tylko dla siebie, nie chcę wiele robić, przecież nie zjem tyle galarety.
– A golonki jeszcze trzeba, jakieś mięso do tego.
Wyciąga wielką golonkę. Chyba też ładną.
– Wie Pani co, przeraża mnie to mięso. Może jakiś inny kawałek. Mniejszy?
– No ale jakieś mięso Pani potrzebuje do galarety. Może tutaj taki ładny karczek?
– Ok, niech będzie.
Ogólnie coś innego rozumiem określając coś jako ładne. Ładne mogą być chmury na słonecznym niebie. Ładne mi rosną kwiatki w ogrodzie. Ładnego mam królika. Ale mięso? Bez przesady.
– Dobrze. Jedna nóżka. Karczek. 11.93zł.
Płacę.
– Może jednak ta jedna ładna nóżka jest za mało? Niech Pani mi da drugą nóżkę. Potrzebuję naprawdę ratować swoje kolano.
Pani mi wyciąga jeszcze jedną nóżkę i włoży do reklamówki.
– A Pani jak robi tę galaretę?
– Ah ucinam te kopyta, bo to takie nieładne. Gotuję i potem zalewam tym jarzyny. Co w domu mam i co kto lubi. Marchewkę, groszek.
– Może jeszcze jajko?
– Może być. Kto co lubi.
Pani się uśmiecha a mi do uśmiechu nie jest, myśląc o tym, że zaraz w swoim plecaku będę nosić świńskie kopyta. I że zaraz się znajdą w moim garnku. I potem w jakieś formie w moim brzuchu. Bleeee. Ohydne. Obrzydliwe.
Mój wyraz twarzy wyraźnie pokazywało, że jestem mocno sceptyczna wobec własnego projektu „Gotowanie galarety”.
Pożegnałam się mówiąc, że dam znać czy mi się udało i jak mi wyszło.

Wróciłam do domu, ubrałam kalosze i poszłam do mojej osobistej rzeźni za stodołą. Stwierdziłam, że tam gdzie rąbię drzewo, będzie odpowiednie miejsce na ucięcie stópek.
Rzadko robię mięso, ogólne brzydzę się mięsa w sklepie. Kotu ostatnio w Biedronce kupiłam mielone, to tego nie tkną. Więc szerokim łukiem unikam te zdechłe zwierzęta. Nie miałam jeszcze takiej sytuacji, że musiałabym jakąś siekierą uderzać w zwierzę. Tylko w drzewo.
No ale z warzyw lepsze kolana mi się chyba nie zrobią, więc brałam siekierę do ręki i oto jak mi wyszło:

 

Najcięższa praca za mną. Wróciłam do domu i porządnie opukałam nogi świńskie. Kopyta wyrzuciłam koło gnoju z nadzieją, że sąsiednie psy je jedzą. Oby to znikło jak najszybciej.
Razem z karczkiem wrzuciłam wszystko do dużego garnka, dodałam marchewkę, pietruszkę, liście laurowe i ziele angielskie. Zalałam wszystko wodą i stawiałam na kuchnię. Niech się teraz wszystko powolutku gotuje i te zdrowe składniki z tych nóżek wyjdą.

A dlaczego się zmusiłam do gotowania tej galarety? Bo w niej zawarty kolagen, który się schowa w tych świńskich stawach i chrząstkach, jest potrzebny moim stawom, ścięgnom i więzadłom do prawidłowej pracy. Zaniedbałam troszkę swoje zdrowie. Obciążyłam mocno swoje kolana nie tylko teraz pracą koło domu, ale też wcześniej uprawniając m.in. wspinaczkę. Dało się to teraz mocno we znaki. Nawet dłuższy spacer nie jest możliwy.
Zastrzyk zastrzykami, ale muszę zmienić swój jadłospis chcąc wiosną przerobić ogród i kurnik przygotować dla swoich kur. Oby galareta mi w tym pomagała 🙂

Please follow:
Facebook
Pinterest
Pinterest
Instagram
Twitter
Google+
http://heartandsoil.pl/wydobycie-cennego-kolagenu/
RSS

3 Replies to “Wydobycie cennego kolagenu

  1. No kochana ucz sie ucz obcinac kopytka. Jesli masz zamiar kury chodowac to musisz tez im kiedys glowe uciac. Eeee to nie na nasze sumienia! Nie wyobrazam sobie zabic zywe zwierze, chyba ze pod narkoza, zeby sie nie ruszalo. Musialam raz jako nastolatka zabic myszke ktora tak kot wymeczyl i dalej jej nie dawal spokoju jak sie tylko ruszyla. Nie moglam patrzec jak ona musiala cierpiec, wiec wsielam taka duza, ciezka deska i rzucilam na nia. Do tej pory to pamietam i chyba nigdy nie zapomne chociaz wiem ze ja uratowalam bo sie juz wiecej nie meczyla. A co do galaretki to smacznego. Lepsze bylyby nogi cielece. Pa. Teresa

    1. U mnie kury będą żyły aż same umrą 🙂 Jedynie kogutowi mogłabym głowę uciąć i rosół z niego robić 😀
      Biedna myszka. Dzięki Bogu kot teraz się rozleniwił i nie złapie nic, bo nie wiem, czy potrafiłabym zabić za niego 🙁 Rzeczywiście nie nasze sumienie. U nas zwierzęta mają jak w raju 😀

  2. Galareta wspomoże ale trzeba będzie jeszcze dużo więcej takich kopyt odrąbać aby był efekt. Po kontuzji kolana gotowałem cały gar, galaretę-kolagen pakowałem do worków i do zamrażalnika. Przez kilka miesięcy każda zupa była okraszona zamrożoną kostką kolagenu. Dodatkowo w firmie Biomus zakupiłem czysty siarczan glukozaminy oraz chondroitynę (również czystą a nie te aptekowe buble z minimum zawartości składników czynnych).
    P.S. Popracuje Pani nad uderzeniem siekierą. Źle by się stało patrząc jak dwukrotnie odbiło na filmie dużą siekierę, jeśli wyleczy Pani kopytkami kolana a utnie sobie stopę :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *