Wizyta w urzędzie skarbowym

Oj urzędy…jak ja je nie lubię. Sama myśl o tym, że muszę się gdzieś udać, spowoduje u mnie zimny pot. Stres. Strach. Zazwyczaj urzędniczki mówią do ciebie jakby nie miały człowieka, lecz maszyny przed sobą, któremu się dyktuje zlecenia. Nie patrzą ci w oczy. Nie przywitają się. A o uśmiechu już nie wspomnę.
Niestety takie były moje dotychczasowe doświadczenia. Polskiego tak dobrze na początku mojego przyjazdu nie znałam, więc wypełnienie jakiś dokumentów było równoznaczne z ogromną nerwówką. Ciągle coś źle uzupełniłam albo musiałam się w okienku dopytać, np:
– „Jestem panną czy kawaler? Bo nie wiem co to jest stan cywilny.”
– „Panna”, pani w okienku odpowiadała z wyrazem twarzy, jakby chciała mi podskoczyć do gardła. A po prostu nie zrozumiałam.

Więc moje zdziwienie było znikome, jak ostatnio mi przyszło pismo z urzędu skarbowego, że mam korektę wysłać do błędnie uzupełnionego dokumentu dotyczące podatku od zakupu samochodu. Uzupełniłam to, o co tam prosili i odesłałam. Dwa tygodnie później znów otrzymałam list miłosny ze skarbówki. WEZWANIE. Myślałam sobie, że co oni ode mnie mogą chcieć? Więcej tego podatku? To przecież nie jest możliwe, że znów coś źle uzupełniłam, no ale dobrze. Mam przecież mnóstwo czasu aby się do nich przejechać.
Zaskoczona byłam, gdy otworzyłam drzwi do biura i Pani mnie z uśmiechem przywitała. Poczułam od razu ulgę i się ucieszyłam, że jednak świat urzędowy nie jest taki zły, jak go malują, lub jak ja go sobie malowałam. Miło nam się rozmawiało, z lekkim uśmiechem mówiłam, że do trzech razy sztuka aby taki dokument uzupełnić. Pani odpowiadała, że w pierwszej wersji prawie by mi się udało, tylko jeden mały błąd ale już go naprawiamy. Pani mi wszystko tłumaczyła, pomagała i mówiła, że już prawie gotowe, tylko musi sprawdzić, czy kwota podana zakupu samochodu się zgadza z ceną rynkową.
Myślę sobie ‘ok’ i czekam i czekam. Pani dzwoni do swojej koleżanki podając markę mojego nowego nabytego czteronapędowego przyjaciela i rok produkcji. Z drugiej strony słyszę tylko: „U nas w książęce widnieje tylko od 2003 roku.” No mój Foresterek jest ciut starszy.

Więc Pani Urzędniczka mi mówi, że skoro w książęce nie widnieje, to teraz musi sprawdzić na Allegro. Siedziałam spokojnie i myślę ‘ok’. Po czym Pani po długiej konsternacji mówi:
– „Tutaj przy takim Subaru jak Pani ma, 2001 rok to widzę cenę 11.900zł. Więc Pani będzie musiała różnicę podatku zapłacić. 400zł.”

Wtedy już nie myślałam ‘ok’. To już kurde nie jest ok. Przecież nie zapłaciłam 11.900zł tylko 7000zł. Więc z jakiej racji miałabym jakiś inny, wymyślony podatek zapłacić?
Ale spokojnie tłumaczę Pani, że ja zapłaciłam inną kwotę i dlatego kupiłam ten stary samochód za niską cenę, bo właśnie był tani i musiałam od razu do niego dołożyć.
– „A ma Pani od reperatury rachunki? Pewnie nie ma Pani.”
– „Nie mam.”
– „No to musi Pani zapłacić różnicę podatku.”

Już nie było miło. Jednak nie lubię urzędów. Ja tu przyjechałam, aby dokument dobrze uzupełnić a nie zapłacić jeszcze więcej podatku.

– „Ale mój samochód ma 300.000km. To jest stary samochód,”
– „No tutaj ten na Allegro ma 245.000km.”
– „To jest różnica”, mówię spokojnie.
– „No mała.”
– „Znacząca.”
– „A tutaj w ogłoszeniu jeszcze jest napisane 4×4. Co to jest?” , pyta się koleżanki.
– „Napęd przedni i tylny. Też mam. I poza tym mój samochód ma już 300.000km, jest stary.”

Pani Urzędniczka dalej gapi się w ekran i szuka.

– „A klimatyzację Pani samochód ma?”
– „Nie mam klimatyzacji.”
– „A jakieś inne opcje?”
– „Mój samochód jest bez żadnych opcji. Nie ma tam nic. Fotel jest nawet popękany. I ma już 300.000km”, tłumaczę po raz setne.
– „No ale wie Pani, ta cena co Pani podała, mocno odbiega od tej ceny co tutaj na Allegro znalazłam. Będzie Pani musiała zapłacić różnicę.”
– „Ale ja nie płaciłam 11.900zł za niego, tylko 7000zł!”

Pani Urzędniczka znów zagłębiona w świat Allegro i ofert o Subaru Forester z roku 2001.

– „A Pani ma automatykę?”
– „Nie. Manualną skrzynie biegów”.

Wyraz twarzy się ciut zmieniło.

– „Aha. To mam tutaj takiego za 7900zł. To niech Pani wpisuje te 7000zł i będzie dobrze.”

I po co ten cały cyrk??
Szybko podpisałam i uciekałam, aby Pani Urzędniczka się przypadkiem nie rozmyśliła.

6 lat już mieszkam w Polsce ale takie sytuacje mnie nadal dziwią i szokują. Jak można wyliczać podatku na podstawie ofert na Allegro? To, że ktoś jakiś samochód sobie wystawia za 11.900zł nie znaczy, że go sprzeda za tę kwotę. W ogóle jak taka poważna instytucja jak urząd skarbowy  może Allegro brać jako narzędzie?
Tego to moja niemiecka dusza nie pojmuje.

 

Please follow:
Facebook
Pinterest
Pinterest
Instagram
Twitter
Google+
http://heartandsoil.pl/wizyta-w-urzedzie-skarbowym/
RSS

10 Replies to “Wizyta w urzędzie skarbowym

  1. 🙂 🙂 :). Takie polskie realia urzędnicze i nie tylko 🙂
    Kiedy współpracowałem z jedną z niemieckich firm i pojechałem na spotkanie do Berlina, wieczorem przy kolacji wdaliśmy się w rozmowę z dyrektorem na temat różnic panujących pomiędzy Polską a Niemcami. On tłumaczył mi niemiecki ordnung, że obywatele są bardzo karni i przestrzegają obowiązującego porządku i zasad. Przytoczył mi cytat, że tam jest jego ojczyzna gdzie jest mu dobrze i, że mieszkając w Niemczech nie pamięta, żeby państwo go kiedykolwiek skrzywdziło. Natomiast bardzo chciał abym wytłumaczył mu na czym polega fenomen polskiej mentalności i różnic pomiędzy naszymi narodami między innymi chaos w urzędach, przez co na ówczesną chwilę niektóre firmy niemieckie nie chciały wchodzić na rynek polski bojąc się zawiłego prawa polskiego i zwariowanych urzędów :).
    Bo dłuższej dyskusji odpowiedziałem mu na pytanie, że niestety mamy to zakodowane w psychice i dopiero kolejne pokolenie młodych najprawdopodobniej będzie inne. W związku z tym, że jesteśmy w złym położeniu geopolitycznym pomiędzy Rosją a Niemcami, zawsze byliśmy kopani w dupsko. Jak nie rozbiory, to I i II wojna światowa, później komuna. Co podnosiliśmy się z ziemi byliśmy na nowo kopani i rozkradani. To wszystko odcisnęło się w głowach polaków a także na tym, że potrzeba czasu aby uporządkować wiele struktur między innymi prawnych jak i urzędowych.
    Od tamtego spotkania minęło jakieś 7 lat. Patrzę na nasz kraj i społeczeństwo i widzę pozytywne zmiany. Dzięki pieniądzom które wpłynęły z UE i dzięki ciężkiej pracy Polaków widzę zmiany. Nasz kraj dogonił w krótkim czasie cywilizowane państwa. Mentalność ludzi zmieniła się. Stać nas na to aby podróżować, poznawać inne kraje i kultury, mieć kontakt z obcokrajowcami i przywozić różne fajne rzeczy i nawyki do Polski. Oczywiście ubolewam, że otacza nas również buractwo i korporacyjny pęd życia ale to akurat każdego prywatny wybór i zawsze może to zmienić :).
    A co do Urzędu Skarbowego ku zdziwieniu moich znajomych dojeżdzam do niego co jakiś czas 80 km. Pozostałem zameldowany w Gminie w której ja i moja firma jesteśmy traktowani z przyjaźnią i jako petent a nie jak kolejny numerek z tablicy. Kiedy jadę do Urzędu robię to zawsze z wielką przyjemnością gdyż wiem, że będę mógł liczyć na wsparcie i może nie zawsze ale niekiedy nawet na uśmiech ze strony urzędnika/urzędniczki :).
    Może warto pomyśleć o zmianie meldunku na małą miejscowość Pani Jessico ? 🙂 . Z mojego doświadczenia w małych miejscowościach petent traktowany jest jak człowiek 🙂
    Pozdrawiam i miłego dnia 🙂

    1. Właśnie, że byłam w małej miejscowości. Do mniejszej chyba już nie mogę iść 😀 Tragedii z obsługą nie ma, tylko sam fakt, że się używa Allegro jako narzędzie do obliczenia podatku mnie mocno szokowało. Troszkę dla mnie to było dość przypadkowy sposób na wyliczanie takiej stawki. Ale takie mamy uroki w Polsce 😉
      Zgadzam się z Panem, że się już powolutku nastawienie zmienia, ale dla mnie, gdy 6 lat temu przybyłam do Polski wychowując się w Niemczech, było to duże zderzenie z innym i troszkę wrogo nastawionym światem.
      Ale dzięki Bogu nie straciłam swój optymizm przez te 6 lata i każde takie zderzenie traktuję jako ciekawą przygodę i próbę swojego charakteru 😉

        1. Wróciłam Panie Romanie 🙂 I dzięki Bogu moje chwilowe zniknięcie nie miało nic wspólnego z żadnym urzędem 😉

  2. Ja tak samo jak Pani odczułem duże zderzenie kiedy jako dziecko pojechałem do wujka na Bawarię. Wtedy w Polsce była końcówka komunizmu a tam pełne pułki wszystkiego, kolory i inny świat. Po wylądowaniu samolotem w szarej Warszawie miałem 2 tygodniową dziecięcą traumę :).
    Życzę dalszej dawki optymizmu i do przodu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *