Uzbrojenie mojej fortecy

Do tej pory nie znałam szczerze tego uczucia, że się wchodzi do domu i jest zimno, albo że się wstaje i jest zimno. Zawsze w moim życiu grzejniki były, które trzeba tylko było uregulować, bo ciepło samo przyszło, kwestia tylko ile.
A teraz?
Mam obsesję na punkcie marznięcie. Strach. Obawę. Nie jest to już takie oczywiste, że człowiek się budzi i w piżameczce boso sobie skacze po domu. Nie nie. Ta rzeczywistość się skończyła i została zastąpiona przez taką, że uszy i nos są zimne, gdy rano się budzę. Bo 15 stopni jest. Nie chcę wyjść z pod kołdry. Jeszcze raz przyciskam na komórce ‚drzemkę’. I jeszcze raz. No i może jeszcze ostatni raz bo tak naprawdę przecież nie muszę jeść śniadanie. Więc kolejne 15 minut leżę pod cieplutką kołdrę, a królik już skaczy po mnie, bo domaga się marchewki. Jeszcze nie. Siedzi koło mojej głowie i zaczyna chrupać moje włosy. Dobra. Już wstanę. Brrrrrr.
Przy 15 stopniach jednak mój mózg zaczyna być bardziej kreatywny i zaczyna planować, jak tu mogę swoją sypialnię, moją fortecę, uzbroić przed zimą. Nie dam się wygonić stąd!
Więc w pierwszej kolejności uszczelniam wszystkie okna gumką. Ale niestety dalej wieje. Więc błagam Ciocię Teresę, aby mi uszyła wałki do okien. Ciocia się zlituje i w obawie o zamarzniętą siostrzenicę uszyje wałki. Kot się ucieszył bo ma na czym spać.

 

 

 

Teraz jesteśmy przy 16 stopniach rano w sypialni.
Trzeba dalej myśleć, ale jedyna myśl co krąży w mojej głowie, to ta, że trzeba było lepiej uważać na fizyce.
Jak ja mogę to ciepłe powietrze, co wisi pod sufitem i grzeje tyłek myszce, ciągnąć w dół i przeprowadzić przez salon do sypialni? Hmmm…Wezmę co mam pod ręką i macham szalikiem z nadzieją, że to ciepłe powietrze jakimś cudem trafi do mojej sypialni.
Ale niestety Pan C.P. nie ma dobrej orientacji w przestrzeni i sobie nadal wisi pod sufitem.
Dobra. W kuchni mam 26 stopni. W salonie 22. W sypialni 18.
Więc kolejna noc przy 18 stopniach, a nad rankiem już tylko 15 stopni.
Mózg dalej pracuje.
Sypialnia styka się z jednej strony salonem, drugą łazienką, a trzecią pokojem wujka, który jest w trakcie remontu i ma goły ściany. Goły ściany, przez które ten mróz wchodzi i mi uszy i nos wyziębi.
Może styropian będzie ratunkiem…?
Spróbować można, co zaszkodzi?
Kupię więc dwie paczki styropianu fasadowego i układam sobie te arkusze jak wielkie puzzle. Może jakieś dzieło artystyczne przy tym wyjdzie? 🙂
Patrzę na termometr przed spaniem. Jest 19 stopni. W sumie o jeden stopień za wysoko jak na temperaturę w sypialni – tak internet mawia.

Budzę się rano i dotykam swój nos. Nie jest źle. Szybko wyskoczę z łóżka zanim królik zdąży mi kolejne włosy obgryzać i patrzę na termometr: 18 stopni!
Cud! Sukces! Radość i szczęście! Jestem pod wielkim wrażeniem, że ten styropian zadziałał i pod jeszcze większym wrażeniem, że jestem w stanie zadbać o siebie i może rzeczywiście nie zamarznę tutaj?

Please follow:
Facebook
Pinterest
Pinterest
Instagram
Twitter
Google+
http://heartandsoil.pl/uzbrojenie-mojej-fortecy/
RSS

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *