Powrót do domu

Dopiero 16.30 a już jest ciemno, gdy wysiadam ze samochodu, aby otworzyć bramę. Dookoła  wszystko ciemno. Dom też ciemny i w dodatku zimny. Tylko księżyc rogaty wykuka za dom i daje troszkę światła i troszkę to uczucie, że się nie jest sam na tym świecie.
Nagle zaświeci się lampa przy stodole, bo coś się tam rusza.
Kto tam? Kocica!
Powróciła do domu 🙂
Odkąd się tu wprowadziłam, to i kot wrócił na swoje stary śmieci.
Po śmierci babci kocica przyplątała się u sąsiada, a na wakacje, jak dom ożywił i rodzinka się tu zjeżdżała, to chwilowo wróciła. A na jesień, gdy ostatnia osoba zamknęła za sobą drzwi, to i kocica musiała sobie znów szukać inne miejsce. I tak się przyplątała przez ostatnie lata. Na pół-wygnaniu.
Ale doczekał się swojego stałego powrotu. Jednak warto mieć nadzieję i wytrzymałości 🙂
Otworzę nam więc drzwi i wchodzimy. Dom się oziębił przez te 10 godzin co mnie nie było. Szybko zdejmuję kozaki i biały płaszcz, bo mało przydatny teraz i zamienię je na ocieplane gumowce i zimową kurtkę. Zgarnę popiół, biorę śmieci w jedną rękę a koszyczek na drzewo w drugą. Wychodzę w stronę gnoju, a tam totalnie ciemno. Czarno. Oczywiście nie wzięłam latarki ani komórki, więc po omacku szukam kącik na popiół. Chodzę za smrodem. Nie utopiłam się w gnoju, więc jest jakiś sukces.
Teraz po drzewo do szopy.
A tu już naprawdę nie obejdzie się bez latarki, ponieważ muszę brać ciężką siekierę w ręce, aby porąbać drzewo na szczypki. Przez sekundę mnie kusi zobaczyć jakie mam zdolności rąbania w ciemności, ale przy mojej kurzej ślepoty bym chyba wróciła bez palców do domu. Więc pokonam swoje lenistwo i idę po tę latarkę.

Już lepiej, już widzę co rąbię. Kawałek drzewa stoi na pniaku i spróbuje na nim swoje siły. Ogarnia mnie troszkę strach, gdy w pobliżu słyszę nieznane dźwięki jakich zwierząt, a oprócz oświetlonego pniaka wszystko dookoła jest ciemno.
Tylko księżyc czuwa nade mną i obserwuje moje próby rąbania.
Mogłabym się wkurzyć, że po całym dniu szkolenia, zmęczona i wygłodniała, wrócę do ciemnego i zimnego domu. Nie wrócę już tak jak w Krakowie do ocieplanego do 24 stopniach mieszkania, rozbiorę się do t-shirta i chodzę boso zamawiając sobie pyszne sushi. Muszę teraz iść rąbać drzewo, zejść do piwnicy po węgiel mając na sobie cztery warstwy ubioru, zapalić w piecu i odczekać, aż się pokój za pokojem nagrzewa.
Ale jakoś te negatywne myśli, jakieś niezadowolenie czy wkurzenie nie są w stanie się przyczepić do mojej duszy. Nie w tym miejscu. Nie w tym domu. Nawet rąbiąc drzewo w ciemności i zimności.
Skupiam się na siekierę w moich dłoniach i drzewo na pniaku. I na tym intensywnym zapachem drzewa, który się rozpuszcza dookoła mnie i mnie wtula i mnie ogarnia. Napełniam koszyczek i wrócę do domu. Właśnie takie małe rzeczy jak zapach drzewa i niebo pełen gwiazd całkowicie nasycają mnie szczęściem. Wchłaniam tę ciszę i spojrzę jeszcze na księżyc, który przy mnie jest i mnie już całkowicie napełnia to zadowolenie.
Mogę teraz iść do domu i sobie, kotu i królikowi grzać dom, zrobić sobie jajecznicę z jaj od sąsiadki i herbatkę ze suszonych ziół, które latem sadziłam i jesienią zbierałam.
I potem iść spać.
Kładę się do łóżka. Jest znów ciemno i w dodatku cicho. Nagle coś zaczyna koło mnie mruczeć. Kocica przyszła, kładzie się na mnie i to swoim ciepłem teraz mnie grzeje.
No i królik po chwili też przyhopsa do łóżka.
Jak mam tu nieszczęśliwie zasnąć? 🙂

Please follow:
Facebook
Pinterest
Pinterest
Instagram
Twitter
Google+
http://heartandsoil.pl/powrot-do-domu/
RSS

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *