haKUNA matata – czyli „nie martw się, to tylko kuna”

Myślałam, że ją wiosną odstraszyłam swoim wzrokiem, troszkę tak jak Chuck Norris….niestety, okazało się, że nie mam takiej mocy. Wróciła Mała Bestia!
Ale od początku…
Wiosną spałam na poddaszu, gdy słyszałam dudnięcie na dachu. Jakieś zwierzę sobie tam grasowało…jakieś duże. Przechodziło z jednej strony dachu na drugą i nagle słyszałam, jak to coś drapie w ścianie. Weszło nam w ocieplenie! Jedyna opcja co to mogło być, to kuna…czytam więc na internecie, a tam straszą, że nie tak łatwo się ich pozbyć.
Spróbowałam ją odstraszyć hałasem waląc w ścianę, a tu z drugiej strony na mnie krzyczy ta bestia! Nie chce, aby jej przeszkadzać w zrobieniu gniazda! Co za jędza!
Przyjeżdżałam tylko co jakiś weekend, więc trudno było z nią walczyć, ale nie przestałam walić w ścianę, gdy ją usłyszałam. Pewnego razu słyszę piski małych kun! Pięknie…urodziła pod naszym dachem swoje dzieciątka..jeszcze trudniej będzie się ją pozbyć…
Robiło się lato, więc gorąco na poddaszu. Leżałam przy otwartym oknem dachowym aż nad ranem słyszałam, jak ta kuna sobie idzie z tyłu dachu w stronę okna. Szybko więc wyskoczyłam z łóżka, wystawiałam głowę przez okna, a tu nagle dwa okrąglutkie, czarne, błyszczące oczy na mnie patrzą! W bezruchu zostałyśmy i ona, i ja. Spojrzałyśmy sobie długą chwilę głęboko w oczy i nagle sobie skaczyła na jabłoń i uciekała w stronę stodoły.
Potem jej już nie słyszałam ani nie widziałam. Stwierdziłam, że wzrokiem jej wypędziłam! Jaka byłam dumna z siebie!
A tu okazało się, że domek letniskowy sobie chyba gdzie indziej znalazła, i jesienią woli wrócić na stare śmieci…
Kocham zwierząt, ale jak nagle się wszystkie pchają do domu, to za chwilę zrobi się ciasno pod dachem! Bo kuna to nie jedyne zwierzątko, co sobie schronienie szuka w naszym domu…
Siedziałam sobie wieczorem przy piecyku w kuchni, jak na jeden raz coś drapie nad sufitem. Był podnoszony, więc idealne miejsce dla jakiejś myszki, aby się tam zadomowić…Dałam więc pułapkę ze seremna poddasze…rano patrzę a tu sera nie ma! A pułapka nie ruszona! Nie tylko, że coś tam chodzi, to to coś jest jeszcze w dodatku sprytne.
Drugie podejście też nie zaowocowało…Tym razem pułapka się zamknęła, ser był w środku ale bez myszki. Tylko nadgryziona pułapka, bo chyba chciała się dostać do sera…
Więc trzecie podejście…a tu masz! Jest myszka!
Wypuściłam tę małą kuleczkę do stodoły i dałam jej kawałek chleba, bo miałam wyrzuty sumienia, że na taką pogodę ją dam na zewnątrz…Oby kot ją nie złapał!

Mam wrażenie, że po prostu muszę zaakceptować, że zwierzęta znajdą wejście do domu i mnie pytać nie będą o pozwolenie. Chyba muszę się nauczyć z nimi żyć. No cóż. Królik mi już skacze po głowie, to dlaczego myszki i kuny nie mają się do niego dołączyć? 😀

Please follow:
Facebook
Pinterest
Pinterest
Instagram
Twitter
Google+
http://heartandsoil.pl/hakuna-matata-czyli-nie-martw-sie-to-tylko-kuna/
RSS

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *